środa, 1 kwietnia 2015

A morał z tej historii jest taki ...


Odkąd udostępniłam adres do bloga na facebooku spotykam się  z wieloma różnymi opiniami. Jedni klaszczą w dłonie, podpowiadają co jeszcze dodać, co ulepszyć za co dziękuję z całego serducha, każdy pomysł skrzętnie zapisuję w notatniku, analizuję i kombinuję aby to miało ręce i nogi.

Oczywiście znalazło się też kilka osobników kręcących nosami z dziwnymi pytaniami typu ''a po co ci to?'', ''nie masz co robić?'' i pytanie, które rozwaliło mi nadgarstki "ile zarobisz na takim czymś?''.
No tu to mi szczena opadła a kolana spadły na kostki. Ale po kolei. Po co mi to? Jedni łowią ryby, inni jeżdżą na motorach, ktoś jeszcze zbiera znaczki a ja robię zdjęcia i postanowiłam udostępniać je na blogu - moim blogu. Czy nie mam co robić? Mam. Pracuję fizycznie, wracając do domu jestem czasem tak wypompowana, że najchętniej bym leżała przez resztę dnia, ale z drugiej strony patrząc to jednak szkoda mi tego dnia zmarnować na leżeniu. No i ostanie pytanie, które wprowadziło jakiś niesmak. Szczerze to nie wiem ile się zarabia na blogach. Nie interesuje mnie to, zakładając go nie myślałam w ten sposób. Mój cel jak na razie to dotrzeć do dużej liczby czytelników i zachęcić ich do pozostania ze mną, bo im więcej wyświetleń, tym dla mnie większa satysfakcja, że to wszystko ma jakiś sens.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz