środa, 8 kwietnia 2015

Korea Południowa część I

 
W październiku 2010 roku miałam okazję, z której skorzystałam bez zastanowienia polecieć do Korei. Przez te kilka dni udało mi się zobaczyć wiele ciekawych miejsc, ale o tym za chwile.
Najpierw kilka słów o Koreańczykach.
Są życzliwie nastawieni do obcokrajowców, służą pomocą w każdej chwili, do tego uśmiechnięci od ucha do ucha, sami czerpią przyjemności z błahych rzeczy. Najbardziej utkwiły mi w pamięci dzieci, które zaczepiały na każdym kroku pytaniami ''skąd jesteś?'', ''jak masz na imię?'', ''jaki lubisz kolor?'' etc etc... W ten sposób ćwiczyły język angielski. O dziwo jak pytałam czy wiedzą gdzie leży Polska spora większość wiedziała, że w Europie. Mądre dzieci :) Jedzenie na ogół mi smakowało, na szczęście lubię ostre potrawy, jednak przyznam, że nie raz się nieźle spociłam przy obiedzie, zionęłam ogniem jak smok wawelski. Nawet pamiętam jak męczyłam kimchi, a stolik obok niewzruszona kilkuletnia dziewczynka kończyła swoją porcję.
Jeśli chodzi o miejsca warte zobaczenia to każdy kto się wybiera do Seulu musi wdepnąć do pałacu królewskiego Gyeongbok.  Zdjęcie na początku posta to główna sala tronowa kompleksu pałacowego. Poniżej kilka innych pięknych budowli. 



Strażnicy w przepięknych strojach (spojrzenie pana z lewej zabójcze)
W następnej części wrzucę kilka fotek z Everlandu i tradycyjnej wioski koreańskiej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz