wtorek, 23 czerwca 2015

Very bad day


Są takie dni kiedy wydaje się nam, że gorzej już być nie może a tu zaś coś się dzieje. Ręce opadają, totalna niemoc, człowiek chce tylko uciekać jak najdalej od wszystkiego, usiąść w kącie i płakać jak dziecko. Ja dziś właśnie miałam taki dzień - niestety.

Miało być podsumowanie, post gotowy czeka na publikację, ale po dzisiejszym chciałam upuścić trochę swoich emocji. Takiego very bad day nie miałam wielu od lat. 
Kolejny raz przed 5 rano obudził mnie budzik. Wstałam o dziwo nawet wyspana i nic nie zapowiadało, że za chwilę spadnie na mnie lawina nieszczęść. Zaczęło się od sprzęgła w samochodzie. Nawaliło mi przed samym parkingiem przed zakładem. Minęłam krzyżówkę i nagle nie mogłam już zmienić biegu. Na luzie auto dotoczyło się na początek parkingu, z pomocą kolegów udało mi się zaparkować w wyznaczonym do tego miejscu. Nerwy już miałam nieźle poszarpane. 
W pracy ogłoszono nam, że wszystkie urlopy zostały zawieszone, z ''odgórnych przyczyn''. No i kolejny raz zagotowało się we mnie, bo ja już prawie spakowana i gotowa do wyjazdu, wczasy zapłacone a oni mi tu na kilka dni przed wyskakują z takim czymś!! Później pierdzieliło się wszystko co związane z obowiązkami w pracy. Po prostu robota mi nie szła. 
Po skończonej katordze przyszedł czas na holowanie samochodu do mechanika. Tato wpadł na pomysł, że mnie pociągnie. MNIE??! Nigdy nie byłam holowana. Bez wspomagania, z opornymi hamulcami, bo na wyłączonym silniku nie działa prawnie nic jakoś udało się nam dotrzeć do mechanika. Uffff ...
W domu chciałam odświeżyć sobie kolor włosów przed urlopem (mam nadzieję, że tylko nas straszą z tym zawieszaniem) za długo przetrzymałam szampon koloryzujący i mam teraz zbyt ciemny odcień.

Dzień się jeszcze nie skończył a ja już mam dość. Najlepiej będzie jak położę się spać, może uda mi się uniknąć kolejnych nieszczęść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz