poniedziałek, 13 lipca 2015

Międzywodzie - rozdział III


Czas płynął nie ubłagalnie, pobyt nad morzem zbliżał się ku końcowi. Tak to już bywa, wszystko co dobre szybko się kończy. Jeszcze człowiek nie wyjechał a w głowie już krążyła myśl ''jutro o tej porze będę już w podróży powrotnej'' lub ''jutro o tej porze będę już w domu''. Przyszedł dzień, kiedy wypad na plażę był tym ostatnim. Ta świadomość, że to już koniec była lekko dobijająca. 

Był upalny bezwietrzny dzień, tłok na plaży straszny. Morze delikatnie falowało. Jakimś cudem udało się wcisnąć z parawanem w wolne miejsce po kilku minutach spaceru. Szybkie rozłożenie się i do wody, a tam meduzy! Pierwszy raz  w życiu widziałam to stworzonko na żywo. Od razu panika, czy to czasem nie parzy?? Na szczęście ten gatunek okazał się nie groźny, dzieciaki łapały i nosiły w rękach galaretowate żyjątka. Sama odważyłam się dotknąć palcem, to mi w zupełności wystarczyło.

W lewym górnym rogu widać różowawą meduzę. 


Plażing :)




Wieczorem na pożegnanie przy zachodzie słońca puszczaliśmy lampiony szczęścia.







Cudownie spędzony czas dobiegł końca. Pozostały w głowie wspomnienia, na dysku ponad 300 zdjęć, 3 filmiki i oczywiście morskie pamiątki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz