środa, 27 stycznia 2016

Mój dzień świra


Zastanawiam się czasem czy tylko nieliczni mają jakąś manię na punkcie planowania dnia. W moim przypadku nienawidzę kiedy coś lub ktoś mój skrzętnie ułożony plan dnia chce rozwalić. A jak wygląda mój przeciętny dzień kiedy nic szczególnego się nie dzieje?

Skoro w tym tygodniu w pracy wypada mi ranna zmiana przedstawię swój dzień dostosowany do tego trybu w wersji zimowej, kiedy dni są zbyt krótkie.

Godzina 4.40 - budzik tarabani na całego, a ja mam wrażenie, że dopiero zamknęłam oko. Podnoszę się i jak pijana idę do łazienki ogarnąć to i owo. Odświeżona z lekkim makijażem wyruszam do kuchni, aby wrzucić na ruszt małego kromala i popić go kawą.

Godzina 5.20 - po odśnieżeniu i odrapaniu z lodu odpalam swoje pędziło, pomimo mrozów nie zawodzi mnie a autko już trochę wiekowe. Jadę do pracy.

Godziny 6.00 -14. 00 - całe osiem godzin spędzone w fabryce, wycięte jakby z życiorysu, w pełni poświęcam się pracy, która czasem mnie wkurza, ale na szczęście z ekipą można się pośmiać dopóki bogowie nie patrzą. Dzwonek kończący zmianę jest jak zbawienie, biegnę do szatni, a następnie do bramki, odbijam się kartą, wsiadam do auta i jestem wolna :)

Godzina 15.00 - obiadek, kawka, przerzucam kanały w tv, jak zwykle nie ma nic ciekawego, przenoszę się z salonu do swojego pokoju, odpalam lapka, czytam wiadomości, PiS, uchodźcy, uchodźcy, PiS i znów coś o Smoleńsku ... Odpalam facebooka, niby mam zablokowane zaproszenia do gier, a mimo to zawsze jakieś się przedrze wrrrrr. Po kilku minutach wyłączam bo jak zwykle coś mnie musiało tam zirytować. Pora ogarnąć jakieś pranie, może gdzieś trzeba odkurzyć. 

Godzina 17.00 - ponownie zasiadam do laptopa, muszę w końcu przygotować chociaż zarys kolejnych postów, przeglądam zdjęcia jakie zrobiłam w weekend lub jakimś cudem w tygodniu, ich obróbka zjada kolejne cenne godziny. Czasem łapię za aparat i tworzę w domowym zaciszu. Gotowe, pora wybrać które wrzucić na bloga i można zjeść kolację.

Godzina 19.30 - Szykuję się na rano do pracy, przygotowuję ubrania, robię sobie śniadanie, w ten sposób zaoszczędzam jakieś 10 minut na sen. Teraz mam czas na swoje przyjemności, raz biorę książkę i czytam, raz włączam film, najlepiej jakiś thriller. 

Godzina 22.30 - światło pogaszone, laptop wyłączony, jeszcze coś grzebie w telefonie, czasem w tablecie, po czym usypiam i za 6 godzin z groszem wszystko od nowa.

Kiedy jest ciepło, dni są dłuższe mój dzień wygląda inaczej, po obiedzie zazwyczaj siadam na ogrodzie, albo wraz ze swoim spaceruję po okolicy, dlatego błagam Wiosno przybywaj !!

A Wy jak tam się ogarniacie w ciągu dnia?





6 komentarzy:

  1. U mnie teraz jak jest synek chory nie ma mowy o jakimkolwiek ogarnięciu dnia...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja niestety nie mogę sobie jakoś pozwolić na plan dnia, codziennie coś innego, codziennie coś załatwiać
    http://swiat-weni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. A gdzie pracujesz? ;)
    Mijamy się z cyklem dobowym! Ja wracam do domu ok.23- kolacja o 23 albo czasem o 1 w nocy, pracuje po nocy, spać idę jak Ty wstajesz, rano praca w domu, potem job na mieście do któego docieram moimi 2 kółkami, dom- i tak w kółko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję w fabryce, gdzie produkuje się uszczelki do samochodów.

      Usuń
  4. U mnie planowanie nie działa.. a jeśli już muszę to miesiąc wcześniej, żeby wolne wziąć w pracy. Mam 3-zmianowy system.. czasami + soboty i niedziele.. także jak mam wolną sobotę i niedzielę w jednym weekendzie - to normalnie mam święto lasu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kolei u mnie zaś wkroczyły tzw dwunastki i zdarza się, że w tygodniu muszę pracować od rana do nocy albo jak ostatnio szłam do pracy na 2 w nocy (po godzinie snu) i kończyłam o 14.

      Usuń