niedziela, 6 marca 2016

Dlaczego nie chodzę do fryzjera


Do napisania tego postu zainspirowała mnie Blogierka swoją przygodą u fryzjera. Postanowiłam zwierzyć się ze swoich odczuć i powodów dlaczego to salony fryzjerskie omijam bardzo szerokim łukiem. Krótko mówiąc nie spotkałam na swojej drodze fryzjera z powołania.

Tak naprawdę z salonu nigdy nie wyszłam w stu procentach zadowolona. Nie ważne jaki to był salon, koleżanki polecały mi różnego rodzaju miejsca i nie wiem czemu ich słuchałam, bo patrząc na ich włosy byłam nieco zniesmaczona. Po sprawdzeniu fachowców polecanych przez kumpele, zrezygnowana postanowiłam poszukać na własną rękę miejsca, gdzie nie zniszczą mych włosów lub nie zetną ich więcej niż to dopuszczalne. 

Przedstawię dwie sytuacje, które to zapadały mi w pamięć najbardziej.

Salon nr 1. X lat temu. Wybrałam się z zamiarem lekkiego pocieniowania włosów z maksymalnym podcięciem ich długości do 5cm. Na wstępie głośno zaznaczyłam, że nie chcę żadnego modelowania, żadnych pianek czy lakierów. Umyć, pocieniować i wysuszyć. Pani w dość oryginalnej fryzurze wzbudziła we mnie zaufanie. Niestety na krótko. Zaczęło się od zbyt mocnego skracania mych pięknych długich włosów. Zaprotestowałam, niestety pierwsze cięcia były dość drastyczne i trzeba było ciąć mocno aż do końca. Byłam wściekła. Nastąpił etap suszenia, oczywiście fryzjerka złapała za brylantynę aby natrzeć nią moje włosy. Tu kolejny mój protest, a pani była na tyle bezczelna, mówiąc, że o brylantynie nic nie wspominałam. Tego było już za wiele. Wyszłam z salonu zajebiście wkurzona z niedosuszonymi kudłami, włosy sięgające wcześniej za łopatki  ledwo mogłam związać w gumkę, a miało być lekkie cieniowanie bez mocnego skracania! 

Salon nr 2. Po wpadce z salonem nr 1 unikałam fryzjerów jeszcze bardziej, moje włosy od tego czasu sporo urosły. Po dwóch latach od ostatniej wizyty chciałam zmiany, postanowiłam zrobić sobie grzywkę do skosa. Poszłam do innego małego salonu, gdzie zapisy trzeba było robić z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Pomyślałam, że skoro trzeba czekać to musi mieć dużo klientek, a skoro ma dużo klientek to musi być dobra w tym co robi. Wytłumaczyłam młodej fryzjerce jak ma obejść się z moimi włosami, czyli bez żadnego modelowania, mycie, cięcie i suszenie. Na dodatek byłam przygotowana i pokazałam na zdjęciu o jaką grzywkę mi chodzi i wytłumaczyłam, że podczas cieniowania nie chcę stracić dużo na długości. Efekt był zadowalający, grzywka ok, lekko pocieniowane włosy, bez mocnego skracania. Jedynie do czego mogłam się przyczepić to, że fryzjerka strasznie szarpała przy rozczesywaniu i nie ma co ukrywać trochę włosów mi wyrwała. Mimo to stałam się kolejną częstą klientką w tym salonie. Przychodziłam regularnie, przy każdej wizycie robiłam to co zawsze. Po ponad dwóch miesiącach wpadłam jak zwykle podciąć końce, grzywkę i lekko wycieniować. W salonie była stażystka, która to miała zająć się moimi włosami i zrobić prosty zabieg. Szefowa wytłumaczyła jej o co mi chodzi i zostawiła ją samą bez nadzoru. Stażystka złapała za maszynkę do golenia, na moje pytanie do czego jej to odpowiedziała, że tak lepiej można podciąć końce. Nie podobało mi się to ani trochę. Potem było jeszcze gorzej, dopadła brzytwę i pocieniowała włosy. Efekt - nie rozdwojone, a rozczworone końcówki, które wyglądały jak jakieś stronki, zaś z grzywki prawie nic nie zostało. Za usługę nie zapłaciłam, miałam ogromny żal do szefowej, że zostawiła uczącą się dziewczynę bez nadzoru. Więcej tam nie wróciłam.

Od tamtej pory nie byłam u fryzjera ani razu. To będzie już jakieś siedem lat. Z farbowaniem i podcinaniem końcówek uśmiecham się do mamy. Baaa mama ma te zdolności, ze potrafi uczesać jeśli jej ktoś wcześniej pokaże jak wykonać fryzurę, więc także nie raz czesała mnie na wesela.
 
A Wy jak tam z tymi fryzjerami? Macie swoich ulubieńców, czy raczej wizyta w salonie to jakieś przekleństwo.

8 komentarzy:

  1. Ja tam mam ulubionego fryzjera i zawsze do niego chodze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko gratulować, że masz takiego, ja może kiedyś spróbuję poszukać tego swojego jedynego wspaniałego...

      Usuń
  2. Też miałam różne i czasem nieprzyjemne historie z fryzjerem. Najbardziej denerwuje mnie, kiedy fryzjer wie lepiej, czego chcę. Na ten moment mam takiego, który już od 2 lat ścina mi włosy, zaś farbowaniem zajmuję się sama. Nie każdy jednak może sobie na to pozwolić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ..oj z fryzjerami też mam mega przygody.. teraz jeżdżę do jednego w rodzinnym mieście - stwierdziłam, że już wole czekać, niż dać tak zniszczyć włosy jak ostatnio (tak mnie "ścięła", że jak pojechałam na poprawki, które miały trwać 10 min - skończyło się na godzinnym cięciu i maga wielkim niedowierzaniu mojej fryzjerki, ze ta, co mnie ścinała w ogóle ma salon i jeszcze uczy ?!) Masakra!

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję Ci tych ,,doznań" u fryzjera :/ Ja również nie chodzę, ba, nigdy nie byłam w salonie fryzjerskim ;)
    Zamawiam zawsze sasiadkę do domu, bo skończyła szkołę fryzjerską ale nie pracuje w zawodzie, tylko w ten sposob dorabia. Zna się na rzeczy i zawsze jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobno takie ''domowe fryzjerki'' są bardziej konkretne niż te z salonu, a do tego trochę tańsze, moja siostra ma taką znajomą panią, która wpada od czasu do czasu do niej, farbuje, strzyże i siostra niby jest zadowolona, ale ja mam opory żeby się przekonać o tym na własnych włosach :) zresztą po co ryzykować jak mama już ma wprawę w moich fryzurach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja cały czas szukam jakiegoś dobrego fryzjera. Od dawna już nie farbuje włosów, a jak to robiłam to pomagała mi w tym mama. Nie mam potrzeby na razie częstych wizyt u fryzjera, chociaż czasami mnie korci, żeby coś zmienić w fryzurze;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrego fryzjera można ze świecą szukać ;)

    OdpowiedzUsuń