środa, 2 sierpnia 2017

Dziwnówek #1

 

Pomału ogarniam zdjęcia z nad morza. Jest to żmudna praca, zwłaszcza wtedy kiedy odciąga od niej wszystko co możliwe, jak na przykład wylegiwanie się na materacu w basenie. Tego roku urlopowałam się w Dziwnówku. Wolę malutkie miejscowości, gdzie i tak jest tłumnie, ale nie aż tak jak w tych dużych miastach. Zainteresowanych zapraszam dalej na fotorelację, która pojawi się  w kilku cyklach.

Droga do celu była ciężka. Normalnie powinniśmy dotrzeć w ciągu siedmiu godzin. Jechaliśmy dwanaście ! Gdyby nie dwa wypadki po drodze, zaoszczędzilibyśmy około 2.5h. Najgorszy był wypadek siedem kilometrów od celu. Droga zablokowana całkowicie, helikoptery krążyły, a my staliśmy na ulicy, z resztką wody do picia.  Szczęśliwie dotarliśmy pod wieczór. Rzuciliśmy torby, w biegu szybki prysznic i pobiegliśmy na zachód słońca. Pomimo pochmurnego nieba było pięknie. 



 

 

 

Następnego dnia do południa padał deszcz, korzystając z okazji, pospaliśmy trochę dłużej, następnie, gdy się tylko przejaśniło poszliśmy na obiad i zaraz potem pobiegliśmy na plażę. Jak za dotknięciem różdżki pojawiło się delikatne słonko. 




 

 

Słonko świeciło jakieś dwie godziny po czym z plaży przegonił nas deszcz, zapowiadał się groźnie, a skończyło się na delikatnej mżawce. Resztę dnia spędziliśmy na łażeniu po straganach i rozglądaniu się za pamiątkami. Kolejny dzień zmuszeni byliśmy zostać w domku, gdyż lało od rana do południa dnia następnego. To wszystko nie zapowiadało się ciekawie, ale ... ciąg dalszy nastąpi ... 

1 komentarz: